Już sprzedane 100 książek
To się stało.
Książka, którą pisałem jak list do nikogo, ma już sto adresów zwrotnych.
Sto par oczu, które dały się pożreć. Sto serc, które powiedziały: „Dobrze, niech boli, ale niech to coś znaczy”.
I tak oto „Kupię Twoje Cierpienie” przestało być moją książką.
Już mnie nie słucha. Chodzi po ludziach, śpi na stolikach nocnych, płacze w tramwajach, śmieje się w łazienkach.
Ktoś pewnie już na nią nakrzyczał.
Ktoś inny – przytulił.
Ktoś zasnął z nią na klatce piersiowej, jak z kotem, który zna wszystkie Twoje sekrety.
Rozmawiam z czytelnikami i mam wrażenie, że każdy kupił inny egzemplarz.
U jednej osoby książka pachnie dzieciństwem, u drugiej – pogrzebem, a u trzeciej – śmiechem, który nie powinien był się wydarzyć, ale się wydarzył.
Jakby te słowa miały własne nogi i same sobie wybierały, gdzie pójdą spać.
Kiedy to pisałem, myślałem, że ja uczę Leo mówić o bólu.
A teraz widzę, że to Leo uczy mnie – jak pozwolić, by to, co stworzyłem, poszło dalej beze mnie.
Jak dziecko, które idzie do szkoły i już nie chce, żebyś trzymał je za rękę.
Sto książek.
Sto słoików, które ktoś otworzył.
I może gdzieś, po cichu, w jednym z nich przestało coś boleć.
Ostatnio ktoś mi napisał:
„Twoja książka mnie rozebrała”.
Odpisałem:
„Dobrze. Tylko pamiętaj, żeby się potem ubrać w coś prawdziwego.”
Bo właśnie o to chodziło.
Nie o sprzedaż.
O dotyk.
O to drżenie, kiedy ktoś czyta Twoje zdanie i mówi: „to o mnie”.
Książka żyje.
A ja uczę się nie przeszkadzać jej w oddychaniu.
Cześć, tu Gabriel – autor książki „Kupię Twoje cierpienie” i bloga. Piszę o tym, co boli. Chcesz wiedzieć więcej? Zostań na dłużej.”



Góra, Cień i Słoik – o sztuce noszenia cierpienia ze sobą
